poniedziałek, 13 maja 2013

Now you're in NEW YORK (..) big lights will inspire you...

8 maja wyruszylam z moimi 2 koordynatorkami i kilkoma innymi exchange students na wycieczke Washington D.C i NYC. Do tej pory uwazalam ze Chicago i Puerto Rico byly moimi najlepszymi wycieczkami w zyciu, ale tej chyba nie przebije juz nic :)
Po pierwsze zobaczylam sie po dluuuugim czasie z moja ukochana Maria z Hiszpanii, poznalam Bience z Australii i spedzilam cale 5dni z Miren z Hiszpanii,z ktora widze sie tylko raz na jakis czas z powodu odleglosci.
Najpierw pojechalismy do Washington D.C. Uwieeeelbiam latac, wiec oczywiscie bylysmy mega podjarane z Miren i ladujac w Detroit zapomnialysmy ze mamy przesiadke i myslalysmy ze juz jestesmy na miejscu haha. Zakwaterowalismy sie w hotelu w Baltimore (20min od Waszyngtonu) i poszlismy na obiad i zakupy w centrum tej miejscowosci. Na drugi dzien zaczelo sie zwiedzanie. Spedzilismy w stolicy chyba jakies 10h, pod koniec dnia nogi mi juz odpadaly, czulam jak spuchly i ledwo chodzilam. Piekne miasto, wszystko czyste, bardzo spokojne, na ulicach pelno osob w garniturach, zobaczylismy dwa muzea - Natury i historii Ameryki, potem Bialy Dom, Pomnik Lincolna i Monument Mall (tak to sie chyba nazywa). Zmeczeni i podekscytowani kolejnym dniem poszlismy spac okolo 1 w nocy (ja ledwo przemieszczajac sie pokoj - lazienka z okropnym bolem stop). W piaaaatek w 2h dojechalismy do Nowego Jorku. Juz po samym wyjsciu na ulice, mozna bylo poczuc miasto, bo 30min probowalismy zlapac taksowke zeby nas zawiozla 3przecznice dalej do hotelu. Hotel Hilton na Times Square byl najlepsza rzecza jaka mogla nam sie przytrafic, bo wieczorami wychodzilismy i w 5min znajdowalismy sie w samym sercu NY.
Tak wiec po lunchu wybralismy sie subway'em do miejsca gdzie jest Statua Wolnosci. Tam wodna taxowka plywalismy dookola Manhattanu, widzielismy Brooklyn Bridge i takie tam. Na wyspe Statue of Liberty nie moglismy wejsc bo huragan Sandy spowodowal zniszczenia i byloby to niebezpieczne :/ Nastepnie wybralismy sie do China Town, gdzie smierdzialo okropnie i zamowilam sobie jakies dziwnie wygladajace jedzenie, ale bylo baaardzo tanio wiec wszyscy byli zadowoleni :)
Potem oczywiscie wszyscy pobieglismy na Times Square i tam umieralismy z zachwytu! Pozna noca wrocilismy do pokoi, a ja nawet nie wiedzialam czy jeszcze stopy mam, czy juz odpadly.
Na drugi dzien moglismy pospac troszeczke dluzej, kolo 11 pojechalismy metrem do innej czesci NOwego Jorku, tam zjedlismy nowojorska pizze i poszlismy do miejsca gdzie kiedys byl World Trade Central a teraz sa tylko pomniki upamietniajace i muzeum obok. Baaaardzo smutne przezycie, ale ciesze sie ze moglam bardziej zaglebic sie w ta historie. Potem taksowka na drugi koniec miasta, po drodze zaczela sie ulewa. Ale jakie to bylo pieeeekne. Wjezdzajac spowrotem do centrum jak mijalismy glowne ulice, to czulam magie Nowego Jorku podczas deszczu. Nawet jeszcze bardziej niz, gdy jest sloneczny. Miasto tetni zyciem 24h na dobe. Na szczescie po spedzeniu godziny w jakims sklepie z ubraniami moglismy sie wynurzyc, bo przestalo padac. Chodzilismy po 5th Avenue az doszlismy do Central Parku, gdzie bryczka obwiozla nas dookola. Troszke bylo szaro, bo zaraz po deszczu Central Park tonal w kaluzach. Stamtad wsiedlismy w subway w kierunku hotel, ale wysiedlismy na Queens na Brooklynie. Haha smieszne to bylo dosc. Tak czy siak w koncu udalo nam sie wrocic na Times Square gdzie polowa grupy poszla do pokoi a polowa ( w tym ja) zostala do pozniej nocy.
Niestety w niedziele juz o 6:30 wyjezdzalismy spowrotem do domu, wiec smutek byl okropny, powrot meczacy, a ja w sumie bylam rozdarta. Zmeczona po kilku dniach zwariowanej podrozy i zawiedziona tym, ze w Nowym Jorku spedzilam zaledwie dwa dni. Juz pod koniec ilosc ludzi zaczela mnie nawet irytowac, ale z perspektywy czasu, wiem ze to bylo bardziej takie rozgoryczenie, ze czemu nie moge zostac tam wiecznooosccciii. Siedze teraz, pisze to wszystko, slucham Empire State Of Mind, ktora to piosenke wszyscy spiewali przez cale 5dni wycieczki i mysle sobie, jak bardzo Nowy York jest identyczny do tego co widzi sie w filmach i jak go sobie wyobrazalam i jak go opisuja. Ale powrot do Evansville ku mojemu zdziwieniu byl pozytywny. W sumie to troche czulam ze wracam do domu. Bo juz przyzwyczailam sie do tej pieknej zieleniny, spokojnych ulic i do tego ze wszyscy sa tutaj do siebie przerazliwie mili. Tak wlasnie, dwa przeciwienstwa. Ale ja i tak najbardziej na swiecie ciesze sie na powrot do Polski. To juz niedlugo!!!! :)
Washington D.C

Z Miren <3



Pomnik Lincolna z Maria



Brooklyn bridge

No focia ze Statua Wolnosci omnomnom


Miren, Timo, a ten nie usmiechajacy sie to Tulio haha









Timo, Maria i Bienca





7 komentarzy:

  1. Cos w tym opisie jest bo lezka się zakrecila:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak straaaaaaaasznie zazdroszczę Ci tej wycieczki <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Płaciłaś za nią dodatkowo?

    OdpowiedzUsuń
  4. I jak tam Twój "American Dream"? Już dobiega/dobiegł końca? Napisz kiedy wracasz, opisz może Graduacion/PROM <3

    OdpowiedzUsuń