czwartek, 25 lipca 2013

Co tam słychać u mnie :))

1 sierpnia minie 2 miesiące od mojego powrotu do Polski. Szczerze powiedziawszy już dawno nie pamiętam, że w Stanach w ogóle byłam. Pierwszy miesiąc był dość dziwny. Przez dwa tygodnie chodziłam jak nawiedzona, potem ogarniałam papiery na studia i można powiedzieć, że dopiero od miesiąca zajmuję się swoimi sprawami i normalnym życiem. Z osobami ze stanów SnapChat'uje praktycznie codziennie, wysyłamy sobie zdjęcia, czasem filmiki i uważam, że taki kontakt jest super :) Czasem zbiera mi się na tęsknote za niektórymi, ale ogólnie cieszę się, że jestem wśród przyjaciół i znajomych.
Czuję też, jak 'amerykańska opuchlizna' zeszła i dalej schodzi, co nie usprawiedliwia mnie od wstrzemięźliwości w sportach, ale takk baarrdzo mi się nie chce. Polskie jedzenie jest takie super, ale przyznaje, że czasami mam tak strasznie ochotę na te frytki z MCdonalda! Jak np ostatnio o 24:00...

Byłam na weekend w Warszawie donieść oryginały dokumentów. Wybieram się na Dziennikarstwo i Komunikacje Społeczną w SAN (Społeczna Akademia Nauk). Jak ktoś coś wie o tej uczelni to może mi coś napisać, bo ogólnie ciężko z zebraniem opinii. Wybrałam tę szkołę, bo współpracują z Clark Univeristy (amerykański college) i jest możliwość wyjechania na miagisterkę do stanów, albo po prostu dostania amerykańskiego dyplomu magistra zostając w Polsce. Przeprowadzam się już we wrześniu i szczerze mówiąc pomimo pozytywnego myślenia i pewności, że wszystko będzie dobrze, jakoś smutno znów sie ze wszystkimi rozstawać.

Na razie pracuję to tu to tam, aktualnie mam szkolenie w Starbucksie i jest tak strasznie super, że mogłabym rzucić szkołę i pracowac tam na cały etat, haha. A tak serio to chyba nie wypije kawy przez następne dwa miesiące.

 A co więcej...
Moja kochana i utalentowana Mamusia fotograf zrobiła mi sesje zdjęciową :)
www.be-beauty-fotostudio.com


Night clubbing, Warszawa. Wejście za darmo, drinki za darmo, żyć nie umierać :3
Śmiechy chichy

GED formalności

Każdy kto wyjeżdża do Stanów, jako exchange student, prócz całej radości z zabawy i fascynacją nowym światem, powinien pomyśleć troszkę o edukacji i przyszłości. Gdy już wiemy do jakiego stanu jedziemy i do jakiej szkoły idziemy, powinniśmy szybciutko zapoznać się z prawem tam panującym. Większość stanów pozwala na pisanie egzaminu General Educational Development, w niektórych musisz mieć ukończony wymagany wiek, w niektórych nie możesz uczęszczać do żadnej szkoły, a w niektórych (niestety) jako obcokrajowiec nie masz tego przywileju. Gdy już dowiesz się, że egzamin zdawać możesz, to masz zapewniony plan A, że na pewno polskiej matury nie musisz pisać. Planem B może być dodatkowo uzyskanie High School Diploma, ale tylko w przypadku gdy jesteś seniorem, no i że dyrektor będzie na tyle miły i uzna, że jesteś warta/y tego papierka (co zdarza się....rzadko). Także skupmy się na GED. Wiele szkół posiada możliwośc zdawania egzaminu, mają potrzebne materiały, lub nawet mogą zrobić zajęcia przygotowujące. Wszystkiego trzeba dowiedzieć się na miejscu, po przyjeździe w sekretariacie (to powinno być Wasze pierwsze pytanie, przy pierwszym kontakcie z dyrektorem). Jeżeli nie możecie zdawać tego w szkole, na pewno w Waszym mieście jest jakaś placówka do tego przeznaczona. Moim zdaniem do egzaminu nie powinno sie podchodzić wcześniej niż po pierwszym semestrze. Wasze nowo zdobyte umiejętności angielskiego na pewno się przydadzą ;)

Jak wygląda sam egzamin? U mnie było tak, że nie mogłam sobie sama wybrać daty, egzaminy odbywały się przez dwa dni co miesiąc, wiec musiałam czekać. Każdy dzień to 4,5h z 10minutowymi przerwami między sekcjami. W pierwszy dzień pisałam english writting, podzielony na dwie części i matematykę. Kolejny dzień to były Social Studies, Science i English reading. Z każdej sekcji możesz dostać max. 800 punktów, by zdać nie możesz mieć poniżej 410 punktów, ale z tego co wiem, to trzeba sie dowiedzieć, bo każdy stan może mieć troche inny przelicznik :) mój test kosztował $70, każda niezdana sekcja to dodatkowe $15 i na każdą sekcje mamy tylko 3 podejścia.

Jak już dostaniemy dyplom po zdanym egzaminie:
to zaczyna się impreza. U mnie wyglądało to tak:
*musiałam wrócić do miejsca, w którym zdawałam GED i poprosić ich o pisemne potwierdzenie, że zdałam egzamin, włącznie z pieczątkami i własnoręcznym podpisem osoby zarządzającej
*oddać dyplom z wynikami i to wyżej wymienione pismo do notariusza
*wysłać do Indianapolis (stolica Indiany) do głównego urzędu stanu, wszystkie te papiery + podanie o prośbę by dostać apostillę (napisane po angielsku)
*zadzwonić do konsulatu polskiego w Chicago (każdy rejon ma przyznany swój konsulat u mnie było to Chicago, ale osoby np z Kalifornii mają już gdzies indziej, wszystko jest do sprawdzenia w internecie),by dowiedzieć się wszystkiego, włącznie z cenami
*wysłać wszystkie do tej pory zgromadzone papiery + podanie z prośbą o wydanie dokumentu potwierdzającego moje uprawnienia do studiowania w USA(napisane po polsku) + $55 przesłane metodą Money Order + kopie paszportu. Link na strone Konsulatu RP w Chicago, w przypadku GED testu, punkt 3 (pismo ze szkoły) jest niepotrzebne :)
*po powrocie do Polski musiałam udać sie do tłumacza przysięgłego i oddać te wszystkie dokumenty, które są w języku angielskim
* udać sie do Oświaty w mieście, w którym jesteś stale zameldowana, wraz z oświadczeniem i wnioskiem(wydruukowanym z ich strony internetowej) i tymi wszystkimi dokumentami i tłumaczeniami do tej pory zgromadzonymi

To na tyle. Wydaje się to tragedią, ale jest to rozciągnięte w tak długim czasie, że nie jest to w ogóle skomplikowane. Dlatego jak tylko masz możliwość, podejdź do egzaminu jak najszybciej, by wracać do Polski ze wszystkimi papierami w ręku, ponieważ formalności załatwiane z Polski sa droższe i dłużej trwają.

Jak macie jakies pytania to piszcie przyszli wymieńcy!! :)
A ja trzymam za Was kciuki i powodzenia !!!

poniedziałek, 13 maja 2013

Now you're in NEW YORK (..) big lights will inspire you...

8 maja wyruszylam z moimi 2 koordynatorkami i kilkoma innymi exchange students na wycieczke Washington D.C i NYC. Do tej pory uwazalam ze Chicago i Puerto Rico byly moimi najlepszymi wycieczkami w zyciu, ale tej chyba nie przebije juz nic :)
Po pierwsze zobaczylam sie po dluuuugim czasie z moja ukochana Maria z Hiszpanii, poznalam Bience z Australii i spedzilam cale 5dni z Miren z Hiszpanii,z ktora widze sie tylko raz na jakis czas z powodu odleglosci.
Najpierw pojechalismy do Washington D.C. Uwieeeelbiam latac, wiec oczywiscie bylysmy mega podjarane z Miren i ladujac w Detroit zapomnialysmy ze mamy przesiadke i myslalysmy ze juz jestesmy na miejscu haha. Zakwaterowalismy sie w hotelu w Baltimore (20min od Waszyngtonu) i poszlismy na obiad i zakupy w centrum tej miejscowosci. Na drugi dzien zaczelo sie zwiedzanie. Spedzilismy w stolicy chyba jakies 10h, pod koniec dnia nogi mi juz odpadaly, czulam jak spuchly i ledwo chodzilam. Piekne miasto, wszystko czyste, bardzo spokojne, na ulicach pelno osob w garniturach, zobaczylismy dwa muzea - Natury i historii Ameryki, potem Bialy Dom, Pomnik Lincolna i Monument Mall (tak to sie chyba nazywa). Zmeczeni i podekscytowani kolejnym dniem poszlismy spac okolo 1 w nocy (ja ledwo przemieszczajac sie pokoj - lazienka z okropnym bolem stop). W piaaaatek w 2h dojechalismy do Nowego Jorku. Juz po samym wyjsciu na ulice, mozna bylo poczuc miasto, bo 30min probowalismy zlapac taksowke zeby nas zawiozla 3przecznice dalej do hotelu. Hotel Hilton na Times Square byl najlepsza rzecza jaka mogla nam sie przytrafic, bo wieczorami wychodzilismy i w 5min znajdowalismy sie w samym sercu NY.
Tak wiec po lunchu wybralismy sie subway'em do miejsca gdzie jest Statua Wolnosci. Tam wodna taxowka plywalismy dookola Manhattanu, widzielismy Brooklyn Bridge i takie tam. Na wyspe Statue of Liberty nie moglismy wejsc bo huragan Sandy spowodowal zniszczenia i byloby to niebezpieczne :/ Nastepnie wybralismy sie do China Town, gdzie smierdzialo okropnie i zamowilam sobie jakies dziwnie wygladajace jedzenie, ale bylo baaardzo tanio wiec wszyscy byli zadowoleni :)
Potem oczywiscie wszyscy pobieglismy na Times Square i tam umieralismy z zachwytu! Pozna noca wrocilismy do pokoi, a ja nawet nie wiedzialam czy jeszcze stopy mam, czy juz odpadly.
Na drugi dzien moglismy pospac troszeczke dluzej, kolo 11 pojechalismy metrem do innej czesci NOwego Jorku, tam zjedlismy nowojorska pizze i poszlismy do miejsca gdzie kiedys byl World Trade Central a teraz sa tylko pomniki upamietniajace i muzeum obok. Baaaardzo smutne przezycie, ale ciesze sie ze moglam bardziej zaglebic sie w ta historie. Potem taksowka na drugi koniec miasta, po drodze zaczela sie ulewa. Ale jakie to bylo pieeeekne. Wjezdzajac spowrotem do centrum jak mijalismy glowne ulice, to czulam magie Nowego Jorku podczas deszczu. Nawet jeszcze bardziej niz, gdy jest sloneczny. Miasto tetni zyciem 24h na dobe. Na szczescie po spedzeniu godziny w jakims sklepie z ubraniami moglismy sie wynurzyc, bo przestalo padac. Chodzilismy po 5th Avenue az doszlismy do Central Parku, gdzie bryczka obwiozla nas dookola. Troszke bylo szaro, bo zaraz po deszczu Central Park tonal w kaluzach. Stamtad wsiedlismy w subway w kierunku hotel, ale wysiedlismy na Queens na Brooklynie. Haha smieszne to bylo dosc. Tak czy siak w koncu udalo nam sie wrocic na Times Square gdzie polowa grupy poszla do pokoi a polowa ( w tym ja) zostala do pozniej nocy.
Niestety w niedziele juz o 6:30 wyjezdzalismy spowrotem do domu, wiec smutek byl okropny, powrot meczacy, a ja w sumie bylam rozdarta. Zmeczona po kilku dniach zwariowanej podrozy i zawiedziona tym, ze w Nowym Jorku spedzilam zaledwie dwa dni. Juz pod koniec ilosc ludzi zaczela mnie nawet irytowac, ale z perspektywy czasu, wiem ze to bylo bardziej takie rozgoryczenie, ze czemu nie moge zostac tam wiecznooosccciii. Siedze teraz, pisze to wszystko, slucham Empire State Of Mind, ktora to piosenke wszyscy spiewali przez cale 5dni wycieczki i mysle sobie, jak bardzo Nowy York jest identyczny do tego co widzi sie w filmach i jak go sobie wyobrazalam i jak go opisuja. Ale powrot do Evansville ku mojemu zdziwieniu byl pozytywny. W sumie to troche czulam ze wracam do domu. Bo juz przyzwyczailam sie do tej pieknej zieleniny, spokojnych ulic i do tego ze wszyscy sa tutaj do siebie przerazliwie mili. Tak wlasnie, dwa przeciwienstwa. Ale ja i tak najbardziej na swiecie ciesze sie na powrot do Polski. To juz niedlugo!!!! :)
Washington D.C

Z Miren <3



Pomnik Lincolna z Maria



Brooklyn bridge

No focia ze Statua Wolnosci omnomnom


Miren, Timo, a ten nie usmiechajacy sie to Tulio haha









Timo, Maria i Bienca





środa, 24 kwietnia 2013

jak to jest w Indianie

Osoba w komentarzu zapytala sie mnie czy moglabym napisac cos o ludziach z indiany, a ze wzgledu na to ze na blogu nie jestem za bardzo aktywna to w sumie moge cos napisac :)
Ogolnie to jak ja widze otoczenie jest w sumie moja opinia i to w dodatku oganicza sie tylko do spostrzezen z Perry County (poprzedniego placementu) i Evansville, w ktorym znajduje sie obecnie. Ciekawostka jest, ze w calej Ameryce, Evansville jest uwazane za najtlustrze miasto, wiec wydaje mi sie ze to mowi samo za siebie.
W Perry County mieszkalam po totalniej country side, sami red necks, pola, uprawy, pick up trucks, zwierzeta hodowlane i -jak dla mnie-zero rozrywkowego zycia. Ludzie byli dosc leniwi, ich najwieksza rozrywka bylo zrobienie ogniska raz na 3miesiace, czy pojechanie na zakupy na kilka godzin do Evansville. Szkola? Ludzie oczywiscie oprawiali sporty po szkole, wbrew pozorom czytali duzo ksiazek, (zdarzalo sie ze nawet dwie na raz), chodzili na wszystkie mecze footballu, kosza itd (bo to byla jedna z tych ich 'rozrywek') i w przypadku moich hostow kupowali juz we wrzesniu sukienki na christmas dance i prom. Wszystko bylo dosc szare, nastolatki w szkole nie wydawaly sie byc szczesliwe i pelne mlodzienczej energii. Bardzo ciezko bylo zawrzec znajomosci, wydawali sie byc nieobyci z osobami z wymiany (pomimo ze maja ich co roku). Pytania typu: czy kiedykolwiek jadlam czekolade i czy mamy w Polsce cukierki rozbrajaly mnie do tego stopnia ze nie wiedzialam czy smiac sie czy plakac. Milion razy dziennie padalo zdanie "We should hang out", po czym oczywiscie nigdy sie nie spotykalismy po szkole czy weekendami. 3/4 osob w szkole chodzilo w dresach i pizamach do szkoly i szczerze mowiac kazda 'odmiennosc' byla dla nich dziwna i wedlug mnie - nie mieli tolerancji.
Obecnie jest troche inaczej. Z Perry County do Evansville jest jakas godzina drogi samochodem, a mam wrazenie jakbym znajdowala sie 3stany dalej. W dalszym ciagu ich pojecie 'rozrywka' jest troche odmienne niz moje, ale nie jest im obce chodzenie do kina w weekendy, chodzenie na domowki, czy po prostu  chodzenie razem na jedzenie, czy zakupy. Bardzo duzo osob ma treniingi po szkole (czasami sa zaangazowani w dwa sporty np. biegi i baseball), nauka jest dla nich wazna i czasem naprawde wyciskaja ostatnie poty zeby dostac sie do dobrego collegu. Co sprawia u mnie podziw to to, ze praktycznie kazdy ma prace po szkole. To wszystko oczywiscie przyczynia sie do tego ze w tygodniu nastolatki raczej sie nie spotykaja ze soba.
Ale no niestety jakby sie mnie ktos zapytal Ameryka,czy Polska? Odpowiedzialabym Polska. Brakuje mi polskiej mentalnosci, nie wiem dlaczego, czytam blogi i widze ze ogolnie ludzie maja dobre kontakty z Amerykanami i lubia ich. Ja tez, ale pomiedzy naszymi sposobami myslenia wyczuwam dosc gruba sciane. Jak dla mnie sa oni dosc ograniczeni w swoim swiecie. Jakby istniala Ameryka i wszystko co po za jej granicami jest jakas nieznana dzungla. Inne poczucie humoru, dosc falszywe bycie milym nawet jak sie nie chce byc milym. Szczerosc. Tego chyba tu nie ma. To prawda ze zycie tu jest latwiejsze, wszyscy sa szczesliwi i wydaje sie ze wszystko jest takie latwe i przyjemne, ale jak dla mnie jest to po prostu niewiedza i brak realnego patrzenia na zycie. Nie wiem daczego tak to spostrzegam, moze to jest nieprawda, ale tak to dla mnie wyglada.
Ogolnie amerykanska szkola jest zupelnie jak w filmach. Moze procz dzielenia sie na grupki - plastiki, kujony itd..Wszyscy do tej samej szkoly chodza od podstawowki, wiec znaja sie od bobasow. Nawet jak szkola jest duza to kazdy zna kazdego i kazda plotka rozprzestrzenia sie blyskawicznie, wiec wszyscy wiedza wszystko o sobie.
Wracajac do poczatku, apropo jedzenia to mam juuzz dooosscc. No fast foody. Wiekszosc nie przepada za owocami czy warzywami, nie jedza za duzo zup. Ogolnie od kilku tygodni jem byy przezyc, bo nie sprawiami to przyjemnosci. Wszyscy kochaja Taco Bell i smieszne to troche ale to jedyna restauracja ktorej nienawidze z calego serca jak tylko moge to omijam szerokim lukiem. Za to Olive Garden (wloska restauracja) jest po prostu idealna w kazdym daniu z menu haha
Wszystko w Ameryce jest inne, nawet nie wiem czy jest chociaz jedna rzecz wspolna z Polska. Tesknie za tym ze ludzie dbaja o to jak wygladaja, za tym ze kazdy dom w Polsce ma tradycje, za tym ze ludzie sie przejmuja i spedzaja aktywnie i  zdrowo czas. W Indianie nikt nie chodzi na spacery, nawet w duzych miastach nie spotkasz duzo ludzi na chodnikach. Mam wrazenie ze oczywiste rzeczy sa dla nich jakas duza nowoscia. Nie mam pojecia jak to by bylo jakbym byla w innym stanie i czy moze byloby lepiej czy nie, ale wydaje mi sie ze tak jak kazde miasto w Polsce jest inne ale ogolnie Polacy maja ta sama mentalnosc, tak samo jest z Ameryka, wiec wydaje mi sie ze jednak nie moglabym tu zostac na stale. Co do znajomosci...mam ich wiele, ale tylko z ludzmi z Europy czuje ta - connection.

Piszac to uswiadomilam sobie ze jakos ciezko jest mi ubrac wszystko w slowa bo jest tego bardzo duzo. Dlatego wole nie pisac nic bo wszystko co pisze nie oddaje charakteru tego calego zycia tutaj.
P.S. za kazdy blad ortograficzny przepraszam, sama z siebie sie smieje jak czasem pisze proste wyrazy z bykami o.O haha

niedziela, 14 kwietnia 2013

Can i go home already?

Stwierdzilam, ze praktycznie kazda notke zaczynam od zdania "jak ja tu dlugo nie pisalam", ale chyba tym razem przebilam wszystko. Ojj..
Brakuje mi uzywania polskich znakow, jak pisze :(
Tak ogolnie to strasznie czas szybko leci..niby sie dluzy, ale szybko zlatuje. Nie mam pojecia, kiedy to zlecialo odkad w styczniu zmienilam hostow, a juz mamy polowe kwietnia i skonczylam 19lat co oznacza ze zaczelam moj ostatni nastoletni rok, co wcale mnie nie uszczesliwia.
Patrzac z tego punktu, w ktorym teraz sie znajduje moge opisac te miesiace jednym slowem: emocje, emocje, emocje. Mialam tysiace etapow, ze szczescia w zmieszanie, placz i histerie; zastanawialam sie nad zostaniem na studia tutaj, a kazdy dzien coraz bardziej mi pokazuje jak bardzo dom jest domem i jak bardzo chce juz w nim byc. Od ostatniej notki przezylam wiele smutnych chwil, co wiecej, raz prawie sie pakowalam i wracalam, ale jak widac wciaz tu jestem i prawopodobnie do 15 czerwca nigdzie sie nie wybieram. No moze procz do Nowego Yorku. Choc tak bardzo nie moge sie doczekac az stane na polskiej ziemi.
Przez ostatnie miesiace:

Bylam w Indianapolis (stolica Indiany) na meczu kosza Lakers vs. Pacers


Scielam wlosy
Mialam urodziny
Gralam nawet w beerponga
Jako osoba, ktora nienawidzi kotow poczulam dziwna wiez z tymze kotem - Raini i kocham ja mocno.

Bylam w St. Louis


I po odwiedzeniu zoo jeszcze bardziej utwierdzilam sie w przekonaniu, ze moj kolejny cel to pojechac do Afryki jako wolontariusz.



 Ale jakby nie bylo moim najwiekszym terazniejszym celem jest zdobyc diploma i wracac do domu, dostac sie na studia i wszystko poukladac.
Amerynskie zycie ktore sklada sie z 75%  martwienia sie 'co by tu zjesc' a kolejne 25% z biernego trybu zycia juz mnie przeroslo i tak bardzo juz teraz rozumiem czemu na tych wszystkich filmach wszyscy tak bardzo kochaja Europe.

Ja bym po prostu chciala zjesc kotleta z ziemniakami i surowka i chodzic na spacery, gdzie dookola mnie sa ludzie a nie puste drogi :(





czwartek, 21 lutego 2013

Keep calm and be Caribbean

Ostatnie 5dni spedzilam na karaibach w Puerto Rico. Byly to w sumie takie wakacje na przedwczesny Spring break. Gdybym tylko miala mame pod pacha, to moglabym spokojnie stwierdzic ze to byly najlepsze wakacje mojego zycia. Samo Puerto Rico i San Juan nie zniewalaja, miasteczka sa ubogie i wciaz widac slady komunizmu. Calosc jest polaczona z typowo amerykanskimi akcentami jak Walmart czy Wendy's etc. Na moje szczescie w jeden dzien wyruszylismy na wycieczke na inna wyspe. Caly ranek marudzilam i w polowie drogi stwierdzilam ze chce wracac do hotelu, na szczescie zmusilam sie do przetrwania tego dnia. Mielismy plynac na inna wyspe, ale uciekl nam statek, wiec na wyspie Vieques znalezlismy sie zupelnie przypadkowo. Na ladzie znalezlismy grupowa taksowke-busa, ktora zawiozla nas na plaze Sun Bay, a po drodze rozmawialismy z miejscowa Portorykanka. Minelo juz dobrych kilka dni, a ja wciaz za kazdym razem jak mysle o tym miejscu odczuwam przyjemne mrowienie. Jest to przepiekne miejsce, dokladnie identyczne jak ze wszystkich filmow typu Piraci z Karaibow czy Blekitna Laguna. Bylo to jedno z moich marzen zeby poleciez na Karaiby i zawsze sie zastanawialam czy naprawde jest tak pieknie. Obeszlismy cale wybrzeze, przeslismy nawet na druga mala wysepke, zlapalismy kraba i rozmawialismy z miejscowymi. Spotkalismy kobiete z Washington DC ktorej tata latami wraca na ta wyspe, oraz mezczyzne z Bostonu ktory wlasnie sie wprowadzil i mieszka tam od 4miesiecy. Coz moge powiedziec...nie zobaczylismy nawet polowy wyspy i musielismy wracac. Czuje jakbym dostala przedsmak karaibskich krajobrazow i wydaje mi sie ze na liscie najwazniejszych celow zaraz pod studiami i praca powinna sie znalezc dluga wyprawa na karaiby tym razem z moja mama :)

Sun Bay Beach

Why the rum is always gone?
haha

Z Lillie

Isabela Playa

Vieques Island




piątek, 25 stycznia 2013

Never regret anything, but remember to make decisions.

No hej. No tak wiem. Nie odzywalam sie milion lat. Wszystko dlatego ze nareszcie podjelam decyzje i sie przenioslam. Historia rzeka, opowiadac by mozna bylo tydzien. Ogolnie to o zmianie placementu myslalm juz od konca pazdziernika, ale myslalam, ze jeszcze cos sie zmieni, polepszy, ze jakos dam rade. Ale nie dalam. Jak tylko przerwa swiateczna sie skonczyla to dostalam histerii i w przeciagu jakos 2-3tyg jestem juz o to w nowym miejscu. Przenioslam sie do Evansville i zmienilam szkole. Powodow bylo duzo, ale chyba najbardziej co moge powiedziec to...ze nie powinno sie zamykac osoby z miasta na wsi...co wiecej na srodku pola, z ludzmi ktorzy nie sa tacy jacy wydaja sie byc. Sam przyjazd do ameryki i poznanie nowej kultury to duzo, a dodatkowa zmiana dotyczaca innego zycia, bo tego wiejskiego - stanowczo zbyt gleboka woda. No ale wszystko sie szczesliwie skonczylo :)

Zastanawialam sie nad zakonczeniem pisania bloga bo w sumie wszystko jest zbyt skomplikowane i ciezko jest mi cokolwiek pisac. Chcialam zeby ten blog wyrazal wszystko co przezywam podczas tego roku w USA, ale nie wiedzialam ze jest to az tak ciezkie. Tesknie za domem, przeprowadzka spododowala ze jestem 200 razy szczesliwsza, ale to nie zmienia faktu ze jakby nie bylo to nie moge sie doczekac ladowania w Polsce. Jednak postanowilam ze od czasu do czasu jeszcze cos tu napisze i dodam zdjecia, coby miec pamiatke za kilkanascie lat i moc wrocic to tego co sie wydarzylo :)

Wczoraj pierwszy raz od 5msc bylam wreszcie na silowni, w niedziele planuje isc wreszcie do kosciola a potem na basen :) Dzisiaj mamy ognisko, wiec zapewne jutro bede padnieta. Okazalo sie ze zycie w Ameryce nie musi byc wcale az taka meczarnia :)

Ostatnie tygodnie bardzo duzo mi uswiadomily. Wydaje mi sie ze troche mnie nawet zmienily. A poki co staram sie cieszyc z kazdego dnia i budzic rano z usmiechem na twarzy. Doceniam kazdy drobiazg, bo nie wiadomo czy kiedys znow mi tego nie zabraknie na dluuugie miesiace!

Z Lillie :)

Z Bella

Tak sie ladnie stolowalysmy z Lillie na miescie

Puppies! <3


Ashlyn ja i Lillie